A CO JEŚLI JUTRO NIGDY NIE NADEJDZIE?

Znowu długie . Okropna Historia , która bardzo nie chcę , by była prawdziwa, by wydarzyła się naprawdę. Która boleśnie nauczyła mnie okropnie dużo.
Od początku. 

Kilka dni temu kupiłam Ali ser owczy . [Powiało grozą, co? Ma alergie na białka mleka krowiego wiec je zastępczo zazwyczaj mleko kozie lub sojowe, ale tym razem miała kaprysik na ser owczy i zgadnijcie co, sprawdziły się moje obawy ze powącha i nie tknie.] No więc jak to zazwyczaj bywa , to co z naszej lodówki nie zniknie samoistnie , zanosimy na podwórkowy śmietnik , w którym mieszka dwoje naszych sąsiadów . Pan Bronek i jego kolega . Jak wyjeżdżaliśmy gdzieś ostatnio na weeknd to zanieśliśmy im całe jedzenie z lodówki , bo może się zepsuć to lepiej żeby sobie zjedli. Nienawidzę wyrzucać jedzenia . Jeśli nie zjem całej porcji w restauracji to proszę by mi to zapakowali na wynos . Staram się nie tylko szanować pieniądze, na które pracujemy ale bardziej … nie pozwalam marnować jedzenia na oczach głodującego świata .

Pamietam jak któregoś razu , to było jakieś 2 tygodnie temu, a napewno w piątek , poszłyśmy z Alą po przedszkolu od razu na zakupy . Takie kanapkowe- chleb , sery, sałata . Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się po powrocie , ze w sumie takie same zakupy zrobiłam kilka dni temu i lodówka jest pełna ( tez nie wiem jak o tym zapomniałam ) Wszystkie sery i wędliny i oczywiście warzywa były świeże , kupione na stoisku garmażeryjnym w sklepie typu „SPOŁEM” (Śródmieście , yo) więc pakowane w taki papier śniadaniowy z folią. Data przydatności kilka dni… Popatrzyłam na zawartości lodówki, przypomniałam sobie swoją wagę z 6 z przodu i stwierdziłam, że chyba nie dam rady zjeść tego sama i to bardzo dobrze, że lodówka jest pełna bo Pan Bronek z kolegą dziś będą mieli ucztę . Kuchnia zamieniła się w taśmę produkcyjną , która po jakichś 20minutach wypuściła świeżutką linię wypasionych kanapek z szynką, serem , sałatą , pomidorem , majonezem, kolorowym pieprzem, solą morską i drogim jak cholera masłem (skąd to 6,50zl za kostkę ?!) ogólnie kanapki takie , jakie chcielibyście dostawać co rano do pracy . Cały worek ! Z całego chleba . Do tego duży słoik ogórków kiszonych i butelka wody. Napisałam na kawałku tektury „smacznego , nie jesteś sam ” i wrzuciłam do worka . Było po 20, już ciemno ale schodzę na podwórko , idę do śmietnika , słyszę te same dwa głosy, które słyszę zawsze gdy wyrzucam śmieci .
– Puk puk, dobry wieczór , mogę wejść ?
(No niby głupie żeby pukać do śmietnika , ale ci ludzie mieli tam cały dorobek swojego życia w postaci grubej kołdry spod której w chłodniejsze dni wystawały tylko stopy )
– A proszę proszę!
Obaj leżeli na tej kołdrze , pomiędzy ścianą tej wiaty śmietnikowej a kubłem na śmieci.
No i krótka rozmowa , kiedy ostatnio jedli , czy wszystko u nich dobrze ( abstrakcja , bo jak może być dobrze osobie „mieszkającej ” w takich warunkach ??) Nigdy nie zapytałam , co się wydarzyło w ich życiu , że się tam znaleźli .
Jeden narzekał, że boli go noga i nie może chodzić .
– Przyniosłam panu kanapki na kolację!
Załączyłam najwięcej ciepła w głosie na ile było mnie stać w ten wrześniowy wieczór , jednocześnie starając się nie rozpłakać na myśl o tym , jak ciężkie mają życie ci ludzie. (#emocjonalnaciotaalert) Pan Bronek aż podskoczył z tej kołdry na równe nogi .
– I słoik ogórków ! Lubi pan ogórki ?
– A lubię !
– Tam w torbie jesteś jeszcze wiadomość do pana . To wszystkiego dobrego , spokojnej nocy .
– Dziękuje dziękuje ! Dziękuje!!!
Przysięgam , że gdyby nie było ciemno , zobaczyłabym łzy w jego oczach . Więc z napełnionym po brzegi miłością sercem , które cieszy się z tego , że coś komuś dało , postanowiłam że co piątek będę zanosić im tam co tylko będę mogła . Może poza jedzeniem znajdę tez jakiś koc albo ubranie. Zastanawiałam się, czy w ogóle lubią owczy ser, którego jak się okazało, nie lubi moja córka .

Dziś w nocy Ala obudziła mnie dokładnie o 2.14 wkraczając do sypialni i zapalając duże światło .
– Mamo chce mi się wymiotować .
Pobiegłyśmy do toalety . Mała trzęsła się jakby temperatura wynosiła -20. Z okna w kuchni zobaczyłam wóz strażacki na sygnale (tym świecącym ) który stoi na ulicy. Pomyślałam ze skoro nie hałasowali syrenami to chyba nic poważnego , może jakaś studzienka wybiła i zalała podwórko , nie wiem , po prostu nie wiem . Okna w kuchni i salonie mamy na ulicę a okna w Ali pokoju i naszej sypialni wychodzą na podwórko . Zazwyczaj śpię z roletami na maksa w dół , lubię tą ciemność . Położyłam Małą z powrotem do łóżka uprzednio zmieniając calą zabrudzoną pościel . Sama udałam się do swojego . ( No dobra , naszego , ale Wojtek jest teraz w pracy wiec całe jest dla mnie )
Nie mogłam zasnąć przez jakieś hałasy za oknem , ale byłam zbyt zmęczona by doszukiwać się ich źródła . Rano , gdy zadzwonił budzik , zobaczyłam na ekranie wiadomość od mojego przyjaciela Michała, który mieszka w tym samym podwórku . Zrobiło mi się niedobrze , przeszły mnie okropne dreszcze , zrobiło mi się jeszcze bardziej niedobrze .
Odsłoniłam roletę sypialni . Przy śmietniku stał radiowóz , teren był zabezpieczony taśmą . Tam nie było już śmietnika . Było okrutne pogorzelisko . Roztopiony plastik , spalony dach , czarna obrzydliwa masa popiołu. Michał napisał, ze policjanci powiedzieli mu , że już chyba nigdy nie zaniesie tam kanapek . Strażacy znaleźli tam 2 zwęglone ciała . Nie mogłam w to uwierzyć …. wszystko działo się jakieś 50 metrów ode mnie . Cały dzień chodziłam jak struta. W pewnym momencie rozpłakałam się jak dziecko . „Weź się w garść , jesteś taką emocjonalną ciotą !” Panczowalam sama siebie w myślach . Dlaczego nie zaniosłaś im kanapek z tym pieprzonym serem od razu . Teraz już nikt go nie zje . Dlaczego czekałaś do piątku, by nazwać to sobie jakimś specjalnym rytuałem . Dlaczego dopiero taka sytuacja uświadomiła ci ze…. że nie można czekać . Nie można czekać na specjalną okazje , wyjątkowy dzień . Nie można czekać na dzień matki , by powiedzieć jej ile jej zawdzięczasz . Nie można czekać na urodziny ojca, by kupić coś, co ułatwi mu codzienną pracę czy zwyczajnie powie, że jest twoim autorytetem. Nie można czekać na zrobienie czegoś dopiero w momencie aż będziesz gotowy albo będziesz myślał ze jesteś . Nie można czekać na idealny moment . To przykre i bolesne , ale musimy sobie to uświadomić- on , ten idealny, właściwy, najlepszy moment może nigdy nie nadejść . Dla mnie podarowanie jedzenia bezdomnym to akt czystej miłości dla bliźniego . Jak głupia byłam myśląc , ze okazywanie miłości musi mieć specjalny dzień ,akurat ten a nie inny i ten gest będzie wystarczająco dobry dopiero w jakimś konkretnym dniu ? Ile osób zbierało się lata by wyznać komuś miłość /poprosić o przebaczenie / okazać szacunek a potem jedyne co się okazywało, to to, że nigdy już nie będą w stanie tego zrobić ?? Ile razy nie poszedłeś z kimś na spacer , nie odebrałeś telefonu , odpuściłeś zachód słońca będąc pewnym ,że jutro tez jest dzień ? Jak żyć z poczuciem, że już nigdy nie będziesz w stanie powiedzieć komuś ze go kochasz . ? Bo czekałaś, czekałeś… Zanim ktoś sprowadzi tę historię do paczki sera … Ta historia z paczką sera i tymi ludźmi nauczyła mnie więcej niż wszystkie książki filozoficzne przeczytane przez ostatnich kilka lat. Staram się w każdej sytuacji nawet najgorszej znaleźć jakiś sens, jakąś lekcję. Dlaczego widzimy pewne rzeczy dopiero w momencie gdy coś stracimy ? Nie mam jakiegoś jasnego , pointującego kierunku , w którym bym chciała pójść, by zakończyć tę opowieść . Nie czekaj . Kochaj. Tomorrow is not promised to anyone.

Be the change you want to see in the world.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nadlatuję!Jestem wyskakującym okienkiem, ale takim przyjaznym.

Tylko mówię, że za zapis do newslettera dostaniesz w prezencie e-book

"Gdzie zacząć szukać swojego nieba na Ziemi?"

To jak, wchodzisz w to?