Jak zacząć robić rzeczy, które Cię przerażają?

Pójdziesz ze mną na jiujitsu?

Chciałam napisać dziś coś o przekraczaniu granic. Jakiś niezwykle inspirujący tekst, taki, że po przeczytaniu go zaczynają rosnąc Ci skrzydła, zaczynasz latać nad Ziemią, dosłownie rozpiera Cię chęć poderwania się z krzesła i założenia, choćby przez jedną chwilę, że możesz wszystko.

(Zamiast tego, wyszedł chyba bardziej monolog MNIE z moją głową, rozbijający na cząsteczki moje lęki i niepewności, koniec końców uwalniając mnie od ciężkiego jak ciosy Mike’a Tysona poczucia wstydu, że czegoś nie umiem. Wielkie rzeczy, nie umieć. Dla mnie to wielka rzecz się do tego przed sobą przyznać.)

Wolę sto razy bardziej pisać teksty DO CIEBIE niż O SOBIE, bo jakoś powątpiewam, by moje życie było tak zajmujące, by pisać o nim blog. Blog jest o Miłości do życia, więc dzielę się na nim każdą iskrą Miłości, która zapala się w moim Sercu. A teraz moje Serce płonie.

Nie wiem w jakim miejscu swojej drogi jesteś, ale jeżeli zdarza Ci się bać i wątpić, to ten tekst jest dla Ciebie. Jeśli nie, to też 🙂

Oto historia.

A więc postanowiłam nauczyć się tańczyć, ale żeby nie było tak łatwo, nie zdecydowałam się na żaden konkretny taniec, po prostu chcę poznać różne rzeczy, żeby połączyć je w tańcu, który będzie wyrażał moją Duszę na każdej płaszczyźnie. Zanim w ogóle poszłam do szkoły tańca, przez rok przygotowywałam się sprawnościowo i wydolnościowo. Mam więc teraz 10 h tańca tygodniowo, w tym balet, latino solo, jazz, hiphop i oczywiście gimnastykę artystyczną na drążku pionowym. Rurka wymaga dużej siły i widzę, że wcześniejsze treningi w domu doskonale mnie do tego przygotowały. Mam długie, a co za tym idzie ciężkie nogi, więc z jednej strony – robią mi mocny zamach ale z drugiej, dźwignięcie ich z resztą ciała samymi rękami kosztuje masę energii. Jednak jazz…  jazz jest trudny technicznie i moje braki, albo nazywając je ładniej – elementy, które sprawiają mi trudność, wychodzą.. na każdym …yyy…kroku? Po pierwszych zajęciach chciało mi się płakać, bo to były trzecie zajęcia tej grupy (początkującej) więc byłam “tylko” dwie godziny do tyłu, ale nie byłam w stanie ogarnąć biegania po przekątnej sali z synchronicznymi ruchami otwierająco-zamykającymi ramion z jednoczesną pracą nóg, coś na kształt doskok-obrót-dwa podskoki. To miało jakąś nazwę po francusku, ale to też było za trudne.

„CO ja tu robię?!”

No dobra. “To twoje pierwsze zajęcia, ten taniec nie jest najłatwiejszy, jesteś na początku drogi, te łzy w oczach to przecież łzy szczęścia – pamiętasz? Pamiętasz po co tu jesteś? Żeby się nauczyć. Gdybyś umiała to wszystko, nie byłoby Cię tutaj. Jesteś tu z Miłości do tańca, nie zapominaj o tym. Każdy był w tym miejscu“ Serce próbowało przemawiać do durnej głowy, która miała swoje zdanie na ten temat: “ Nie lubisz być najgorsza w grupie, co? Niezły obciach. Co jest trudnego w patrzeniu w jeden punkt przy obrocie, żeby głowa poszła na samym końcu? Serio nie możesz dołączyć rąk? Może wróć na rower zamiast tańczyć”

Ok, dosyć. Zamknij się. Dokładnie tak powiedziałam do swojej głowy.

Po pierwsze, to tylko myśli i wcale nie mam pewności, że pochodzą ode mnie. A co, jeśli to są tylko zasłyszane gdzieś kiedyś opinie innych ludzi, na temat innych ludzi, odgrywane przez moją głowę z taśmy, tylko dlatego, że nie zna innego schematu?

A co, jeśli …

A co jeśli… jeśli co?

Jeśli zrobisz coś źle? To trener cie poprawi i wtedy zrobisz najlepiej jak potrafisz.

Ale ten wstyd… Jaki wstyd? Wstyd to chcieć się czegoś nauczyć i bac się spróbować, a nie próbować tego, dopóki nie wyjdzie.

Że ktoś przewróci oczami, że dalej nie łapiesz? A co ci to robi? Zabij ten wzrok uśmiechem.

A co jeśli … ktoś mnie wyśmieje? Serio? To najgorszy ból jaki może Cie spotkać w życiu?

Urażone ego?

Czekaj, czekaj, ego. No tak. AAAA, to tu jesteśmy.

Dzień dobry.

“Nikt Ci nigdy nie powiedział, że wcale nie musisz być we wszystkim najlepsza, nie musisz wymagać od siebie nie wiadomo jakich umiejętności, najlepiej od razu, najlepiej perfekt, najlepiej jeszcze lepiej, niż najlepsi, jakich znasz? “

Hm.. Może powiedział, może nie. To, że nikt nie powiedział, jeszcze o niczym nie świadczy. A może powiedział, tylko nie zarejestrowałam?

Łoł, to przeczy wszelkiej logice, by zaczynać się czegoś uczyć i już za pierwszym razem robić to idealnie. To tak jakbyś już to umiał, więc co właściwie robisz na lekcji? Kto to w ogóle wymyślił i włożył do mojej głowy?

Czyżby podjadał mnie paranoiczny perfekcjonizm?

Więc co ja tak naprawdę czuję wobec tej sytuacji? Boję się, że czegoś nie umiem i że ktoś to wyśmieje.

Ożesz. Ja naprawdę się boję. Przecież to typowy egostan. Lęk. Tolle napisał o tym mnóstwo książek. 2 z nich przeczytałaś. Przypomnij sobie.

Stanęłam z boku moich myśli i zaczęłam je obserwować.

W umyśle dzieje się mnóstwo pięknych rzeczy, ale na pewno nie są nimi konstrukty myślowe, bazujące na poczuciu niższości lub wyższości, czyli oddzielenia, które podszywają się pod Twoją tożsamość.

Definitywnie, moje myśli to nie ja. Skąd to się w ogóle tam wzięło?! Przecież ja tak wcale nie myślę! Kto się ze mnie śmieje w mojej własnej głowie? To jakiś przygłup, bo ja przecież rozumiem, że skoro się czegoś uczę, to właśnie dlatego, że tego nie umiem. Skoro dopiero zaczęłam, to oczywiste, że od razu nie będę w tym mistrzem. No i przydzielam sobie 100 punktów na start, za sam zapał i pasję i jeszcze za chęć nauki. 50 punktów za wiek. Tak po prostu. I jeszcze 200 za ciało, bo to mój ranking, więc mogę się nagrodzić za co chcę. Niezły start…

Więc dalej… co ja o tym wszystkim myślę? Nigdy nie będę najlepsza we wszystkim co robię, bo zawsze będą na Ziemi jacyś ludzie, którzy robią coś lepiej. Zawsze będą tez inni, którzy część tych rzeczy robią gorzej. Tak będzie zawsze i nic tego nie zmieni. Po co w ogóle porównywać siebie do kogoś, a kogoś do siebie. Ja jestem mną, a on jest nim, żadne z nas nie będzie kimś innym ani takim samym jak ktoś obok. To jest właśnie siła. Każdy jest tym osobnym każdym, odrębnym i niepowtarzalnym, a pod spodem, w głębi i poza klasycznym rozumowaniem, wszyscy jesteśmy jednym. Jedna JAŹŃ, Absolut, Źródło, Wszechświat.

Wszystko jest doświadczeniem, wybierz zatem, czego chcesz doświadczyć.

Zapomniałaś? Fak(t), masz mnie. Zapomniałam.

Świadomość… Ocean…

Moja świadomość nie ograniczy się do poczucia jednostki, tej jednej kropli wody pośród pozostałych. Tej jednej, która robi wszystko gorzej, ponieważ przez całe życie się nie ruszała. Nie dam się zamknąć w żadne etykietki. To, jak dobrze się ruszam, mnie nie określa. Mój wygląd mnie nie określa. Moja płeć mnie nie określa. Mój status społeczny, stan konta, zawód, miejsce urodzenia, wiek, rasa, planeta… To co ludzkie mnie nie określa.

Kto więc gada?

Ten mały głosik z mojej głowy to nie ja, to moje małe podstępnego ego, które próbuje się podszyć pod jakiegoś guru prawiącego mi morały. Znasz to ty się może na wprowadzaniu w poczucie odrębności i budowaniu fasad na zasadzie JA kontra INNI, ale napewno nie będziesz mi mówić kim jestem i co mam myśleć. Nie jestem tobą. Ty, to emocje. Ty to myśli. Jesteś tylko konstruktem umysłowym zbudowanym z wyobrażeń i ograniczeń.

Ja to nieśmiertelna jednostka świadomości, płonąca z Miłości, osadzona w ludzkim ciele. Umysł jest moim narzędziem twórczym, jednym z wielu. Mam też ciało. Mózg zarządza ciałem, ale obaj bez ducha są niczym. Jestem Twórczym Duchem, jednostką świadomości, przecież JA JESTEM Boską Cząstka, w co ja się właśnie prawie dałam wmanewrować mojemu umysłowi?!

Ok, na ten czas wgrało mi trochę więcej pokory i poszerzenia perspektywy, a także obudziło pokłady zawziętości, o których nie miałam pojęcia.

Ego. Teraz przetransformuję Cię w moją moc. Zobacz, jak słabniesz.

Łap to.

Co więc zrobiłam, żeby pomóc sobie wypracować mechanizm radzący sobie z taką reakcją mojej głowy na nowe i nieznane?

IMG_0643 3

Zrobiłam coś totalnie wbrew sobie, a raczej wbrew ego, coś co było w moim mniemaniu szczytem odwagi na daną chwilę.

Poszłam zaserwować sobie kolejną porcję dyskomfortu i to w turbo dawce.

Poszłam na kolejny trening i nie był to taniec.

Poszłam do klubu sztuk walki.

Na GRAPPLING.

“Ja i sztuki walki, świetnie to sobie wymyśliłaś. Tylko się nie rozpłacz. Yyy, pewnie umrę po rozgrzewce. Dobra, wiesz co to garda, nogi wysoko, nie napinaj się, bo się szybko zmęczysz. JEZU, sami faceci, a te dwie dziewczyny pewnie zabiją mnie wzrokiem bo jestem chuda. Uf, kontroluj minę, nie daj po sobie poznać, że się denerwujesz. A tak naprawdę wcale się nie boisz, tylko przyszłaś sobie poćwiczyć, bo lubisz ćwiczyć i wcale cię nie obchodzi co sobie myślą inni. To znaczy obchodzi cię, tylko nie musisz się tym przejmować. A skąd w ogóle pomysł, że ktoś pomyśli o tobie coś złego? Dżizas, ty masz jakieś zafiksowanie, jakby ludzie nie mieli nic innego do roboty, tylko myśleć o tobie. “

ZAMKNIJ SIĘ. Przestań do mnie gadać. Nie gadam z tobą. Idź do lasu, bo ja idę na trening. Nie jestem plackiem i właśnie idę to sobie udowodnić. Sobie. Nikomu innemu nie muszę. Jesteś tylko cienkim głosem w głowie, który nic nie może poza gadaniem. Cokolwiek się tam wydarzy, nikt nie ucierpi poza tobą. Przestaniesz do mnie gadać, bo już cię nie słucham. Pa”

Przy rejestracji na wejściu do klubu zahaczył mnie trener, pytając po co przyszłam. “YYY, tego nie przewidziałam. Weź coś szybko odpowiedz”

– Na trening, na 19 . “ Bardzo bystra odpowiedź. Po tym na pewno pomyśli, że trenujesz conajmniej boks i dostałaś już kilka sierpów na łeb”
-Ale pierwszy raz? Na stójkę czy parter? Chcesz pokopać czy poprzytulać się z chłopakami?
Coś wymamrotałam, miną pewnie “wcale nie chce się przytulać z chłopakami” ale werbalnie coś w rodzaju “tak dokładnie , to co trener mówi”

-No, pokulać się, bez kopania. Tak żeby nikt nie umarł.

Dobra, przeszłam przez bramkę. A to to jest w ogóle selekcja? W sensie, że jakbym źle odpowiedziała, to kazali by mi iść do domu?

-Ty! Pankienko! Jesteś za cienka, idź do domu bo przyniesiesz wstyd chłopakowi! -Powiedział głos w głowie, szeleszczącym głosem trenera, który w buzi miał ochraniacz na zęby.
-Chyba ty, jeśli zaraz się nie zamkniesz, placku.

Agresywna wymiana zdań, jak na rozmowę sama ze sobą. Niezłe jaja, moja głowa jest posrana. Parsknęłam śmiechem na głos. Ale jest przynajmniej zabawnie. Co jeszcze wspaniałego nam przyniesie dzień? Do tego momentu bardzo mi się podoba.

W damskiej szatni super. Nie ma gadania o paznokciach i selfi do lustra. Dziewczyna siedząca na ławce odpowiada “cześć.” Ma różową koszulkę. Damn, my girl. Śliczny pigmej na czubku głowy. Ciekawe o czym myślała, kiedy była tu pierwszy raz. Dobra, nie mam czasu myśleć, idę na trening.

“ JESTEM ZWYCIĘZCĄ, mogę wszystko, jestem nieśmiertelna, to tylko zabawa, doświadczaj , lotos na tafli jeziora,  wszystko jest stanem umysłu… co tam jeszcze było? “  Jeśli myślicie, że obecność Ukochanego na treningu dodaje otuchy i pomaga w walce to u mnie działa to totalnie na odwrót. Rozgrzewka. „Dobra, będę biegła za Wojtkiem, gdzieś w połowie kółka, tak żeby mnie nie widział i żeby zniknąć za filarem, jak będziemy zakręcać.” CO?! Przed kim Ty się chcesz chować?! Dlaczego?! Znowu ten głos. Skąd to się bierze? Komu tak zależy na tym, żeby nieustannie podkopywać wiarę w twoje umiejętności? To nie Ty! Słyszysz! To tylko jakieś z dupy myśli, Z DUPY, bo twoja głowa doskonale wie, że nie jesteś swoimi myślami, przecież Twoja głowa wie, że ta rozgrzewka to dla ciebie pikuś, Ty wiesz doskonale, że jesteś silna i piękna i niezależnie od tego, co pomyśli ktokolwiek z tej sali, to niczego nie zmienia. Nie stanowi o Tobie.

Dokładnie.

Dokładnie wychwytywałam raz za razem każdą jedną myśl. Każdą jedną zagrywkę mojego obsranego ze strachu ego. Widzę Cię. Nie ukryjesz się. To ja prowadzę ten pojazd.

//

Trening był doskonały. Znaczy technicznie chyba nie, bo na sparingu odklepywałam średnio co minutę, ale fun był nieziemski. Pomyśl, że leżysz na człowieku, a chwilę potem konfiguracja już zmienia się tak, że nagle z kolan znajdujesz się na swoim czole nakryty nogami, zwinięty w precel i jeszcze szukasz mózgiem swojej reki, żeby odklepać, bo nie jesteś w stanie wskazać gdzie jest.

Po tym treningu znowu chciało mi się płakać. Tym razem nie dlatego, że nie wiedziałam jak zsynchronizować ręce z nogami. Chciało mi się płakać dlatego, że wygrałam z własną głową. Że zmusiłam się do zrobienia czegoś, czego naprawdę się bałam, co uważałam za straszne, z czym się zmierzyłam, czemu spojrzałam prosto w oczy, zauważyłam to, przybiłam mu piątkę i wtedy znikło.

Byłam z siebie dumna o wiele bardziej po tym treningu, niż gdybym wtedy ogarnęła za pierwszym razem te piruety na jazzie. Wiedziałam, że zaraz pójdę o tym napisać, bo dla mnie to był przełom. To było tak uwalniające doświadczenie, że po prostu nie da się po tym już żyć tak samo.

Wyjęłam sobie z głowy ograniczenia, wymazałam z głowy schemat, uśmierciłam raz na zawsze ten obraz siebie, jako mnie, która niby nie umie w sport, nie wie, w którą stronę lewo, jest nieporadna i boi się nowych rzeczy.

To był tylko konstrukt ego, które zbudowało swoją tożsamość na strachu. Robiło wszystko, bym myślała, że to ja. Że ta niska samoocena to ja. Że ten brak wiary we własne siły to ja. Że ten głos w głowie to ja.

I wiesz co w związku z tym?

Nie jestem jakimś specem od psychologii, sportu, motywacji czy zachowań społecznych. Ale czuję, że ta historia jest nie tylko osobistym wyznaniem, jak wzięłam w objęcia swój lęk. Mogę teraz napisać, że ten lęk to jest cudowna rzecz, bo jeśli spojrzysz mu w oczy, to on weźmie Cię za rękę i zaprowadzi do miejsc, w których nigdy byś się nie znalazł. Na drugą stronę tęczy, tam gdzie zostawiasz za sobą daleko w tyle tę mistyczną strefę komfortu, o której piszą wszyscy kołcze i motywatorzy. Swoją odwagą transformujesz lęk w moc do działania, poszerzasz swoją wewnętrzną przestrzeń. Ta moc to przyjacielski kopniak od losu, na rozpęd, by śmiało lecieć przez życie z uśmiechem na ryjku, odważnie wchodzić w nieznane, z lekkością doświadczać każdej chwili i jeszcze porywać ze sobą innych.

Wierzę, że ta historia pokaże Ci, że nie ważne w jakim jesteś miejscu i czego chcesz się nauczyć, ile masz lat i jak bardzo tego nie umiesz – jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, rób to. Im bardziej się boisz, im większy czujesz dyskomfort – tym bardziej idź w to. Rób rzeczy, które są dla Ciebie wyzwaniem. Zmieniaj swoje schematy. Ubijaj w głowie każdą myśl, która Cię ogranicza. Przekraczaj ustanowione kiedyś standardy. Zamiast “po co” krzycz do życia: “ A DLACZEGO NIE?! Właśnie nadchodzę!” Zamiast słuchać głosu w głowie, który burzy Twoje poczucie własnej wartości, każ mu się zamknąć i parskając śmiechem odpowiedz: PATRZ, JAK TO ROBIĘ. Choćbym miała się zapluć ze śmiechu z samej siebie, nic mnie nie powstrzyma przed spróbowaniem nowej rzeczy. Potrzymaj mi butelkę z wodą i skumaj te kocie ruchy, te gesty rękami.  Nie ma takiego czegoś, jak yyy, za trudne, nie dla mnie. „Nie dam rady. ” Nie ma tego w moim słowniku. Wyrzuć to również ze swojego. Jak więc zacząć robić rzeczy, które Cię przerażają? Po prostu zacznij je robić.

To kiedy idziemy na trening?

DSC_1162Gdynia, Lipiec 2015

Be the change you want to see in the world.

komentarze 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nadlatuję!Jestem wyskakującym okienkiem, ale takim przyjaznym.

Tylko mówię, że za zapis do newslettera dostaniesz w prezencie e-book

"Gdzie zacząć szukać swojego nieba na Ziemi?"

To jak, wchodzisz w to?