Wulkaniczny piasek Teneryfy ma kolor czarny

MECHANIKA ODWAGI cz.3 #bójsięirób

Mam ogromny respekt do oceanu.

Bezkresny Szacunek i podziw do tego nieposkromionego żywiołu, który przez swą potęgę, napawa mnie ogromnym lękiem. Czy w którymś wcieleniu odebrał mi lub moim bliskim to, co najcenniejsze? Zapewne. Czas na konfrontację z czymś znacznie głębiej niż tylko wierzchnia warstwa pianki.

Wiadomo, że chciałoby się te wszystkie konfrontacje, przeprowadzać nieinwazyjnie i bezboleśnie, a najlepiej to tak, żeby w ogóle nie odczuć. Wiadomo także, że zazwyczaj tak się nie da i my doskonale o tym wiemy, dlatego bez przerwy unikamy tych konfrontacji. Przy wchodzeniu do oceanu nie można uciec przed nieuniknionym, czyli zmoczeniem, więc najlepiej w ogóle nie uciekać, tylko od razu wskakiwać, krok, dwa i hop. I to się też najbardziej opłaca, gdyż zazwyczaj fala jest tak silna, że podcina kolana. Także jeśli się czaisz z wejściem do wody, jak ten kot na pustyni – jak ja, to za chwilę możesz poznać moc klątwy czajnika, która z tego wynika – nie wchodzisz śmiertelniku, to pokażę ci swoją moc – pójdziesz teraz ze mną. TERAZ.  I czujesz w całym ciele, jaką potęgą jest woda.

cały czas unikamy

konfrontacji

z samą sobą

Pół roku mi zajęło opracowanie techniki wraz z wdrożeniem jej przy wchodzeniu do wody. Ocean wcale nie jest zimny, a przynajmniej nauczyłam się już o tym nie myśleć przez pierwsze sekundy wejścia. W wodzie już nie mam czasu się skupiać na temperaturze, bo tam cały czas coś się dzieje. Woda się porusza, tańczy, przelewa się. A ja w środku z nią. Muszę się poddać falowaniu. Ocean ma swoje nastroje, kocham to obserwować. Czuję te porywiste przypływy zapałów do robienia nowych rzeczy, totalnie. Czuję że woda chce mnie porwać, ale nie, żeby mnie przerażać, tylko porwać mocą żywiołu do przekroczenia swojej granicy. Żeby poczuć, że w wodzie tych granic nie ma i mogę swobodnie, bez oporu się poddać. A więc boję się i puszczania granic i oddania kontroli i swobodnego unoszenia. Bardzo ciekawe. Boję się tej wielkiej, kotłującej się wody, ale wchodzę w to. Jak ten skończony debil z  wpisu o pomimo boję się i właśnie dlatego w to wchodzę. Bo pomimo. Pomimo tego, że to mój największy lęk, że mnie to przeraża, że czuję okrutny dyskomfort na samą myśl o zimnej wodzie, pomimo tego, że ciągle słyszę w swojej głowie – przecież Ty nie wchodzisz do wody, idę do wody. Idę sprawdzić, czy tak na serio się boję, czy muszę się bać, czy zimna woda w nosie mnie zabije, czy ocean postanowi pochłonąć, a umiejętności utrzymania się na wodzie znikają po przedostaniu się na wody, gdzie nie dosięgasz stopami do dna.  Wejdę do tej wody, choćby nie wiem co. Jest tam dla mnie tyle odpowiedzi. A ja mam już pytania.

Dlaczego boję się znaleźć w sytuacji, gdzie muszę się poddać? Dlaczego nie znoszę tego kiedy nie mam poczucia kontroli nad sytuacją? Kto u licha powiedział mi, że ja nie umiem pływać?! A skoro potrafię pływać, to dlaczego tak się boję stracić grunt pod stopami?

bój się i rób

Część Pierwsza – Nigdy nie mów nigdy

Część Druga – jeszcze zostaniesz sportowcem

Przed nami ostatnia część!

:)))

Be the change you want to see in the world.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nadlatuję!Jestem wyskakującym okienkiem, ale takim przyjaznym.

Tylko mówię, że za zapis do newslettera dostaniesz w prezencie e-book

"Gdzie zacząć szukać swojego nieba na Ziemi?"

To jak, wchodzisz w to?